• Wpisów:58
  • Średnio co: 35 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:44
  • Licznik odwiedzin:5 165 / 2102 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
wrocilismy do domu policja zostala powiadomiona.
-kochanie ale jak ona mogla zniknąć? nie widzialas niczego podejzanego?
-nie mamo wszystko ci powiedziałam.ale nie rob sobie nadziej ona nie wroci.
po poludniu spotkalam sie z heathem,musialam z nim porozmawiac tylko on mnie rozumiał,oczywiscie jak opwiadalam mu wtedy o tym co powiedziala mi babcia,nie wspomniałam. mu ze musze spalic książke by go nie zabijać,absurdalne.
-i jak sie trzymasz?
-zle heath,to jakies chore ja i tak nie wiem wszystkiego na temat tej książki.
-kayla,niczego sie juz nie dowiesz.
-wiem-oparlam mu glowe na ramieniu,siedzielismy w parku na kamieniach gdzie kiedys moj chlopak podarowal mi pierscinek.-dziękuje ci.
-za co?-zdiwił sie.
-za to że jestes.
 

 
ale jak to ?jak mogłaś go zabić!-krzyknełam.nie mogłam tego pojąć.
-nic juz więcej nie powiem,wiesz i tak durzo.wiec tylko że nie chciałam.
-co z tą książką?-głos mi drżał chciało mi sie płakać.
-trzeba ją spalić.
-to ją spalmy i to teraz!
-ja nie moge jestem z nią związana.
-to ja to zrobie.
-dobrze tylko będziesz musiała powiedziec że zniknelam.
-że co?
-jezeli ta ksiązka zostanie spalona to ja tez umre jestem z nią związana juz na zawsze.
-to niemozliwe.-wyszeptałam przerażona.
-jezeli nie salisz tej ksiązki to heath umrze.
-ty wiesz kto to jest heath?
-wiem wiele.ja zabiłam mojego męża bo go kochałam,ty zabijesz heatha bo tez go kochasz.
-ale to jest jakieś chore! to sie nie dzieje naprawde!
-kayla to jedyny ratunek spal to a ja po prostu znikne.
-znikniesz?
-tak to jakbym zagineła,to nic nie boli,a ty musisz uratowac heatha rozumiesz!
-babciu ja nie moge cie zabić!
-ty mnie nie zabijesz.
-uratuj go nie masz wiele czasu.-babcia wstala podeszla do mnie i usciskala mnie.
-babciu nie ma innego sposobu-płakałam.
-nie ma.
wbiegla na gore do pokoju cala roztrzęsiona.
-co sie dzieje kayla?-opwiedzialam mu wszystko a on uwierzyl.
poszlismy na dwor babcia poszla razem z nami w ręku trzymala zapalki.
-chocmy tu-wkazal ręką polane przed domem.pozbieralisly gałenzie i rzucilismy je na miejsce.
polozylam książke na stosie drewna,a babcia wziela ją jeszcze w ręce i ucalowala.
-babciu! jak mozesz ta ksiązka to zlo!
-jestem z nią związana.-ustawilismy sie włoku paleniska,a ja podpalilam drewno.
patrzyliśmy jak księga powoli zaczyna sie palić,babcia plakala ja z reszta też.
i gdy książka spalila sie ostatkiem wszystkiego babcia zniknela.po prostu znikneła.
 

 
następnego dnia szukalismy roznych informacij o tej książce,nawet heath zainterseowal sie jakby bardziej,niestety w internecie nie bylo zadnych informacji, wpisalismy nazwe ksiązki w tym jezyku ale nic nam nie wyskoczylo.
-jedyną osobą która może cos wiedziec to twoja babcia.-powiedzial.
-ona nic mi nie powie.
-trzeba ją jakos podejsc,to musi byc jej ksiązka przeciez byla na jej strychu.
-dobra moze mi cos powie.
zaeszlam na dol i poszlam do salonu babcia oglądała telewizje.
-babciu musze z tobą porozmawiać.
- o czym moja droga?
-o ksiązce ktorą znalazlam na strychu o tej starej w czarnej okladce, to ksiązka zakazana oznaczona znakiem tajemnicy.-bylam dzielna i nie oderwalam wzrok od babci, a jej wyraz twarzy byl taki jakbym zrobila najgorszą rzecz na swiecie.
-dziecko kochane nie rusza tej ksiązki-głos jej drzal byla przerazona.
-dlaczego? jesli mi nie powiesz to ci jej nie oddam.
-to zło i musisz to zrozumiec nie bez przyczyny jest ona oznaczona tym znakiem.
-magia?
-to cos gorszego niz magia.
-powiedz mi.
-kiedys jak bylam w twoim wieku znalazlam tą ksiązke w podobny sposob co ty tez na strychu,zabralam ją ze sobą. moja ciekawosc nie pozwalala mi o niej zapomniec musialam dowiedziec sie o niej wszystkiego zaczelam szukac informacji, no i w końcu znalazłam,tylko ze wtedy nie bylam tak szczęsliwa. księga ta to najstarsze zapiski czegos takiego czego nie da sie nazwac po ludzku nasze umysł są za mało rozwiniete zeby to pojąć.
-dlaczego to niby takie zle?
-chcialam za wszelką cene dotrzec do sedna tej sprawy,przeczytalam tą ksiązke z 10 razy,i wkoncu stalo sie cos czego sie nie spodziewałam.w nocy jakaś nadprzyrodzona sila opętaloa mnie i zabiła mojego męża. on umarł bo ja go zabilam!
  • awatar StealMeForever: "najstarsze zapiski czegos takiego czego nie da sie nazwac po ludzku nasze umysł są za mało rozwiniete zeby to pojąć" ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
-ciesze sie ze przyjechałeś-powiedziałam idąc obok niego,było ciemno własciwie to nic nie widzielismy.
-to szalone co robimy-jęknelam.
-szalone-zamyslil sie-to mi zdecydowanie pasuje.-usmiechnełam się pod nosem.
-co myslisz o tej ksiązce?
-nie wiem kayla dużo jest ksiązek zakazanych.
-ale ta jest zupełnie inna.-upierałam się.
-moze zakazali ją kiedys, w końcu jest bardzo stara.
-chce sie dowiedziec o co w tym chodzi,a ty miales mi pomoc.
-jesli tak bardzo chcesz.
-jaki to jezyk twoim zdaniem?
-jakis stary-powiedzial lekceważąco.-wiem! wiem co oznacza ten znak przypomnialem sobie!to japonski znak tajemnicy,dosłownie kiedys tym znakiem oznaczali cos co nigdy nie mialo prawa wyjs na jaw.
-znak tajemnicy?
-wiem to wydaje sie byc dziwne ale tak jest kiedyś moj tata opowiadał mi o tym.
-no ale po co ten znak skoro to i tak tajemnica.
-starożytne wierzenia mowiły że jezeli cos oznaczone jest tym znakiem to nikt postronny nie dowie sie co jest w srodku bo broni tego jakas moc.
-ale my widzimy otwieram tą ksiązke.
-no ale nic nie rozumiemy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
przemycilam heatha do siebie do pokoju.
-dobrze ze twoja babcia poszla do sklepu-zasmial sie.
-tak trochę by sie zdiwila jakby cie zauwazyla.
-to co robimy tego pięknego wieczoru-zapytal.
-jakis film?
-mam lepszy pomysł pojdziemy gdzieś w nocy wymkniemy się.-spojrzałam sie na niego.
-dokąd?
-nie wiem to nieważne,będziemy razem.-zbliżył się do mnie i lekko musnoł,moje wargi.
-wiesz ze z tobą pojdę wszędzie.-mruknełam.
-a ty wiesz że cie kocham?-przyciągną mnie do siebie.
-i co jeszcze mi powiesz?
-ze jesteś moją prywatną heroiną.-pociągnol mnie za ręke w strone lóżka.
-ja ciebie też kocham,i mowie ci to teraz,nigdy nie odchodz bo nie będe miała po co żyć.
 

 
odebralam go z dworca wszystko tutaj bylo inne nie takie jak w durzym miescie w koncu bylo to male miasteczko.powitalismy sie
długim pocalunkiem.
-tęsknilem.-powiedzial trzymając mnie w objęciach.
-ja tez.chocmy na jakis spacer jest tu taki fajny las i lonka obejrzymy tam tą książke.
-dobrze.
po 10 minutach drogi dotarlismy na lonke w lesie.usiedlismy na trawie posrod polnych kwiatow a ja wyjelam ksiązke z plecaka i pokazalam heathowi.odlozyl ją i zblizyl sie do mnie.
-moze obejrzymy ją pozniej-muknol.
-heath nie.
-dobra-zaczol ją przeglądac i po chwili powiedzial. znam ten znak wskazal duży okrąg ktory w srodku mial ksiezyc.
-i co to jest?
-nie pamiętam ale jak sobie przypomne to ci powiem.-westchenalam.
-a gdzie ja będe mieszkac.
-ze mną mam pokuj na gorze babcia wlogole nie wchodzi na drugie piętro a mam
 

 
następnego dnia wybralam sie na zwiedzanie zapomnianego strychu,wszystko tutaj nie bylo ruszane od naprawde dlugiego czasu.lubilam to miejsce byl to strych na poddaszu z paroma pokojami.
w piewszym bylo lozko a obok durza polka z roznymi starymi ksiązkami.podeszlam do niej i zaczelam przeglądac ksiązki,zaciekawila mnie jedna,durza gruba z czarną okladką bez zadnych napisow.otworzylam ją i zdiwilam sie jeszcze bardziej,to nie byla ksiązka tylko pudelko ktore ją udwalo,dopiero w srodku tego pudelka byla ksiązka gruba i bardzo stara rowniez z czarną okładką otworzylam ją. pismo bylo ręczne z roznymi zawijasami na literach,na pierwszej stronie pisało: ksiązka zakazana.
zaintrygowana przewinelam kilka kartek ale nie moglam sie doczytac bylo to napisame w jakims nieznanym jezyku. zabralam ze sobą ksiązke i poszlam na dol.
-co robisz?-zapytałam babcie.
-kruche ciasteczka.będziesz jadła?
-tak.a babciu znasz jakies ksiązki zakazane.-odworcila sie w moją strone z kamiennym wyrazem twarzy.
-nie znam.-odpowiedziala i wrocila do robienia kruchych ciasteczek.wyszlam z kuchni bo wiedzialam ze babcia mi nic nie powie,zadzwonilam do heatha i opowiedzialam mu o ksiązce.
-i co z tym zrobisz?-zapytał.
-nie wiem,ale chce sie dowiedziec co to za ksiązka.
-chialbym byc tam z tobą.
-to przyjedz.
-chciala bys?
-tak i pomoglbys mi rozwiązac zagadke.
-dobrze przyjade.
-naprawde?
-tak.



 

 
wysiadlam razem z mamą kolo znanego mi juz domu,spędzałam w nim kiedys kazde wakacje,ale dzisiaj nie chcialam tu byc,zwlaszcze dlatego ze wyjechalam na caly tydzien.
-nie mam ochoty na spotkania z rodziną-powiedzialam.
-dawno sie juz nie widzialas z babcią.-odpowiedziala i weszla do domu.
moja babcia kszątala sie po kuchni.
-czesc-powiedzialam,a on usciskala mnie na powitanie.
-jak ja dawno cie nie widzialam kayla,upieklam twoje ulubione ciasto.-powiedziala radosna.
-fajnie-szepnelam.po godzinie rozmowy z babcią poszlam na gore do swojego pokoju ktory zawsze na mnie czekał.usiadlam na lozku i westchnelam.
to będzie nudny tydzien-pomyslalam.
  • awatar ♥ eMka ♥: Zapraszam do mnie w wolnej chwil wielka wyprzedaż może wpadnie Ci coś w oko . P.S super blog :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
życie stalo sie piękniejsze,dosłownie to tak jakby ktos podal ci jakis narkotyk,cieszylam sie wszystkim ale przede wszystkim tym ze jestesmy razem.była noc lezalam w swoim lozku i nie moglam spac myslalam o nim i wpatrywalam sie w wyswietlacz telefonu z nadzieją ze napisze.po chwili napisał.
:śpisz kochanie?
usmiechnelam sie pod nosem i odpisalam.
:mysle o tobie a te mysli nie pozwalają mi zasnąć.
kolejny esemes od heatha.
:to wyjrzyj przez okno.
wyszlam z łozka i podbieglam do okna,otworzylam je i wyjrzałam na drodze stał moj chlopak z cudownym usmiechem na twarzy i rózą w ręce.
 

 
bałam sie ,czekalam ciągle zerkając na zegarek to byl pierwszy raz kiedy czulam strach przed naszym spotkaniem. po chwili ujrzalam go szedł w moją strone z usmiechem,nie moglam sie oprzec i tez sie usmiechnelam.
-witaj kayla.-podszedl i skradl mi pocalunek w usta.oh jaki on byl pociągający nogi sie podemną ugiely.
-cześć-bąknelam zawstydzona,widząc to zasmial sie zadziornie.
-oh kayla,tęsknilem bardzo.
-nie widziales mnie jeden dzien-ukrywalam radosc.
-no i ?-zdziwil sie.
-heath co teraz będzie.
-jestes dla mnie najwazniejsza kochanie. no i to wlasnie teraz będzie.
-jestesmy parą?
-jesli chesz, bo tak ogolnie to ja bardzo chce.-zachichotałam.
-chce.-pocalowal mnie poraz kolejny tym razej dłuzej i intensywniej.
-choc zabiore cie gdzies moja dziewczyno.
po 10 minutach drogi, doszlismy do parku było ciepłe wakacyjne poludnie słonce swiecilo i ogolnie czulo sie radość.usiedlismy na kamieniach.
-mam cos dla ciebie.-oznajmil grzebiąc w swojej kieszeni.-prosze-wziol moją ręke i wsunol mi na palec duży pierscionek z bialym oczkiem wyglądal na stary.-mam nadzieje ze ci sie spodoba,to nie jest pierscionek zarenczynowy-usmiechnol sie-ale tym chce wyrazic moją milosc do ciebie. bo ja po prostu cie kocham.
-ja ciebie tez heath.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
ten pocałunek zmienił naprawde wiele,nie wiedzialam jak traktowac mojego przyjaciela ,czy on cos do mnie czuje,czy moze zrobil to pod wplywem impulsu wkoncu wczorajszy wieczor byl burzliwy.heath znaczy dla mnie naprawde durzo tylko to po porstu za trudne do zrozumienia,mysle tylko o jednym,o tym jak bardzo go potrzebuje do tego by byc szczesliwa.nie chce psuc tego co jest między nami, bo jezeli to dla niego nic nie znaczylo to tylko sie wygłupie,dziwne jest to ze sama nie wiem czy go kocham to troche głupie zastanawiać sie nad takim uczuciem to sie powinno czuć cały sobą,każdą komorką swojego ciala.
 

 
żyj szalej i nie pytaj co dalej.
 

 
wszystko dobrze-pytał heath.
-tak,nic mi nie jest byłes tam i walczyles o mnie.
-przegrałem.-zatrzymalam sie i wzielam go za ręce.
-ale walczyles.
-jakby nie nevil to po prostu skonczylo by sie zle.-widac ze był przybity.
-przestań, ja cie uwielbiam i......-przerwal mi namiętnym pocalunkiem.
 

 
wsiekly heath wzioł do ręki kij od bilarda.
-tylko nie probuj robic nic innego oprocz gry chłopcze.
-ty zaczynasz.-powiedzial hipis. widzialam po minie mojego przyjaciela ze ma zamiar uderzyc tym kijem jednego z nich.
-heath prosze,zagraj wierze w ciebie.-spojrzal sie na mnie,a jego gniew zmalał,uderzyl niestety tylko jedna z nich trafila do dziury.
-do cholery!
-heath.-powiedzialam.-będzie dobrze musisz uwiezyc.
-malo sie starasz by ją uratować.
-ty..-szedl juz w strone hipisa.
-prosze cie-szepnelam,a on zatrzymal sie i wrocil do stołu.
-bern ty będziesz grac-powiedzial, do jednego z mezczyzn.-tamten bez slowa podszedl do stolu i przymierzyl sie do uderzenia.wszystkie bile
wpadl do dziur spojrzalam sie rozpaczona na heatha,ktory znow uderzyl tym razem znowu mu sie nie udalo.
-jeszcze 5 uderzen i koniec.-powiedzial bern.
kolejne uderzenia heatha były bez zadnego trafienia.
-przegrales-oznajmił.
-ten kto walczy nigdy nie przegrywa.
 

 
poczułam dotyk czegos zimnego na szyij,jeden z mezczyzn trzymal mnie i chciał mi podciąc gardło.
heath chcial sie na niego rzucić ale niestety trzymalo go dwoch mezczyzn.
-pusc ją! masz ją puscic rozumiesz!-probowalam sie wyrwac ale nacisk noza na moją szyje mi to uniemozliwił.
-nie wyrywaj się dziewczno,bo zaraz zobaczysz do czego doprowadzisz.
-tknij ją a cie zabije-facet zasmial sie tylko i powiedzial.
-powiedziales ze nie grasz o byle co.
-nie mieszaj jej w to! ona nie jest kartą do gry!
-zamknij się,bo to sie dla was zle skoczy.zagrajmy jezeli ty wygrasz oddam ci ją,ale jezeli przegrasz to ona będzie nasza-usmiechnol sie, a heath wyglądał jakby chciał go zabić.
-nevil-krzyknol. niestety pub byl pusty i nie bylo w nim nikogo oprocz nas.
-jego tu nie ma,jej zycie lezy w twoich rękach-hath ponownie zaczol sie wyrywać.
jeden z nich przytrzymal go a drugi uderzyl z piesci w twarz.
-nie!-krzyknelam.-zostawcie go wy skoczeni idioci.
przestali go bic a on starł krew z twarzy.
-zagraj-powiedziałam.
 

 
minol tydzien naszej znajomosci,a ja czulam jakbysmy znali się już długi czas. bylo mi z nim dobrze ,oczywiscie jako przyjacielem na ktorego mogłam liczyc. to ze czasami ludzie potrzebują kilku miesiecy by się do kogs zblizyć.
dzsiaj heath zabral mnie w urokliwe miejsce,pub.
duzo dziwne dymu,stoły do bilarda,podobało mi sie tu.
-siema stary.-heath podszedł do faceta ktory mial na oko 40 lat.
-dawno cie nie było,wszystko dobrze?
-pewnie-zapewnił.
-kto to?-mezczyzna wskazal palcem w moją strone.
-kayla-odpowiedzial usmiechniety-znajoma.
-tylko żeby ta znajoma kayla nie narobiła ci kłopotow.
-nie na robie mu kłopotow-wtrąciłam.
-mam nadzieje-odpowiedział mierząc mnie bacznym spojrzeniem.
-nevil, daj jej spokuj.
-dobra,miłego wieczoru musze cos zalatwic,trzymaj sie-uscisneli sobie ręce na pozegnanie.podeszlismy do stolu z bilardem,kolo ktorego kręciło się kilku męzczyzn.
-panowie-zwrocil sie do nich.-zagramy?-jeden z nich 40 letni hipis zaiteresowal sie heathem.
-zagram,ale nie o byle co.
-oczywiscie,ja nigdy nie gram o byle co.
 

 
-chcesz coś do picia kayla?moze piwo.
-dobra daj tylko mi zaraz nie powiedz ze nie chcesz mnie rozpijać.
-kayla,ze mną na dobrej drodze długo nie po będziesz-zasmiałam się.
-takie życie.-jego dom był duży dwu piętrowy,i ładnie urządzony.wziełam piwo i usiadłam na sofie w salonie.pociągnełam łyk i z stwierdziłam ze nawet dobre.
-to twoje pierwsze piwo?-zapytał.
-no..-zawachałam się-piwo pierwsze, piłam drinki.
-czy ja wyczuwam u ciebie wstyd?-zapytał ironicznie.-jeju dziewczyno! to dobrze że nie pijesz.
-tak myślisz?
-no pewnie.powiedz mi jakie jest twoje życie?
-moje życie?-zastanowiłam się-moje życie szczerze nie wiem.-zasmiał się z tą swoją ironią.
-jak się dowiesz to mi powiedz dobrze.
-a twoje jakie jest? co robisz na codzień.
-chodze do szkoły do liceum ale chyba mają w planach mnie wywalić.
-dlaczego?
-bo mają mnie dosyć-zażartował.
 

 
spotkaliśmy się w nocy pod moim domem, musiałam wychodzić oknem jakby moja mama się dowiedziała to dostała bym chyba dożywotnią karę.
rozejrzałam się i zobaczyłam go stał oparty o samochód i palił papierosa, stałam tak chwile i obserwowałam go ,to niesamowite jak on na mnie działał,spojrzał się w moją stronę i pomachał.
westchnełam i podeszłam do niego.chcesz wyciągnoł papierosa w moją stronę.
zastanowiłam się chwile po czym wyciągnełam rękę w strone paczki ale on ją zabrał.spojrzał się na mnie z zadziornym uśmiechem od którego nogi się pode mną uginały.
-co jest?-zapytałam się.
-żartowałem, nie chce żebyś paliła to cholerstwo jest szkodliwe-poprawił swoją skejciarską czapeczkę.
-ty palisz.
-bo jestem uzależniony,ale ty nie powinnaś.-spojrzałam się na niego przeciągle.
-jedziemy?
-pewnie.-otworzył mi dzwi,oh on zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen.
odpalił samochod i ruszył.
-powiedz mi coś o sobie,ja nawet nie wiem ile ty masz lat.
-17 mała.
-nie jestem mała koleś- co prawda byłam mała może nie jakaś niska ale bardzo chuda i drobna, przy nim to jeszcze bardziej. heath zasmiał się i powiedział.
-oh kayla lepiej zapnij pasy.
po 20 minutach jazdy i przyjemnej rozmowy zatrzymaliśmy się pod jakimś domem.
-mieszkasz tu?
-tak.mieszkam sam mój tata nie żyje a mama wyjechała pracować za granice i zostawiła mnie tutaj, no oczywiście przesyła mi pieniądze ale to wszystko z jej strony.
-przykro mi.
-nie musi ci być przykro,tata umarł dawno jak byłem mały, a matka nigdy się mną nie przejmowała,jestem do tego przyzwyczajony.-posłał mi cierpki usmiech,było widać ze nie jest mu z tym dobrze.mi tez by nie było.
 

 
wczorajszy dzień mogłam bez wahania zaliczyć do udanych,ale dzisiaj czułam się dziwnie,potrzebowałam wrażeń, i taki zwykły poranek w domu wydawał się dla mnie nudny.Ubrałam się zjadłam śniadanie i poszłam na spacer.Był piękny ciepły ranek.
Szłam polną drogą i delektowałam się ciszą która mnie otaczała,z zamyślenia wybudził mnie dzwięk telefonu, spojrzałam na wyswietlacz i rozpromieniałam, dzwonił heath.
-halo-powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-witaj mała. chcesz się dzisiaj spotkać?-przygryzłam wargę i odpowiedziałam.
-dobrze, ale chyba nie będziesz juz dzisiaj nic kradł.
-owszem będę,ukradnę ciebie.
 

 
wiatr we włosach ,adrenalinę i czyste szaleństwo,czułam się swietnię jadąc tam z nim siedziałam przytulana do jego pleców i zarazem nie wierzyłam że tu jestem. może to był sen? jak to sny piękne i nierzeczywiste, w każdym razie mam nadzieje że sie szybko nie obudzę.
-trzymaj się mocno-powiedział i przyspieszył,śmiałam się jak wariatka i piszczałam, no bo cózz innego można sobie wymarzyć ja nie noc z tym chłopakiem.
 

 

on.

jak się nazywasz kochanie?-mruknoł mi do ucha.
-kayla.-odpowiedziałam.bylismy przed klubem stałam oparta o sciane a on był przede mną.
-piękne imie-zblizył się do mnie.poczułam jego zapach,i wszystko inne przestało się liczyć.
zblizył swoje usta do moich i pocałował mnie lekko.
-a ty jak masz na imię?
-heatch-zasmiał się zadziornie, od tego smiechu ugieły się pode mną kolana.
-pokazać ci coś?
-zależy co-odpowiedziałam.
-zabiore cie gdzieś na pewno ci się spodoba.
podszedł do motoru ktory stał obok.
-to twój?-heath nic nie odpowiedział tylko wyjołkluczyki z pod koła.
spojrzał się na mnie z usmiechem.
-wiedziałem! oni zawsze je tam chowają.
 

 
w klubie leciała głośna basowa muzyka,razem z koleżanką poszłyśmy zamówić drinki.
-i jak podoba ci się?-zapytała z usmiechem.
-jest ok, tylko trochę się boje.-odpowiedziałam.
-nie masz czego,będzie fajnie.-po wypiciu kilku drinków rozkręciłam się i zaczełam tanczyć. swiat wirował a ja razem z nim.moją uwagę przykuł jeden chłopak który z nich wszystkich tutaj wyróżniał się najbardziej. miał czarne rozczochrane włosy i usmiech który powalał na kolana. ubrany był w czarną marynarkę i trampki.
zapragnełam go całą sobą coś mnie do niego przyciągało jakas nie widzialna siła.nasze spojrzenia się spotkały, i gdyby nie to ze chciałabym być bliżej jego stałam bym tam i patrzyła się w głębie jego oczu.podeszłam do niego sledząc każdy jego ruch, po chwili zaczeliśmy tanczyć.
 

 
codzienność.
ten piątkowy wieczór miał być zupełnie inny od wszystkich dotychczas,jak nigdy wybrałam się ze swoją paczką na imprezę do klubu. Nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu, moja mama uważa ze 15latka nie może włóczyć się po nocach i chodzić na imprezy.powoli miałam dosyć tego wszystkiego, chciałam zasmakować czegoś innego.były wakacje więc powiedziałam mamie że idę spać do koleżanki.ubrałam się w krótkie postrzępione spodenki.obcisłą skórzaną kurteczkę z ćwiekami, no i czarne trampki,długie blond włosy rozpuściłam a oczy podkreśliła eyelinerem.
-no teraz mogę iść-powiedziałam do koleżanki.
 

 
witam tak więc na moim blogu zamieszczać będę opowiadania. mam nadzieje ze się wam spodoba.